czerwcowe

pierwsze czereśnie ochrzciłem pluciem pestek
opadały spokojnie w zapomniany krajobraz traw
dziknąc w każdym śnie

rano wydłubywałem ukradkiem żywicę spod kory
dla przyjemności oglądania słodko-gorzkich
bursztynów rozmytych w jasnych oczach

co dzień wstawałem wcześniej
a mimo to uśmiech zanikał

teraz już tylko dotyka
końcówkami rozpuszczonych włosów
sepię wspomnień o ostatniej podróży światła
po gałęziach nasiąkniętych zapachem
rozmazanym brudzie na ciepłym policzku

a mimo to słyszę
będzie dobrze
szept czerwcowych poszukiwań
kiełkujących co roku pestek

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.